Krótki tekst o zabijaniu pamięci

Jesteśmy mistrzami w sztuce promowania tematów zastępczych. Niedawno temat gender zastąpił o niebo ważniejszy – pedofilii w Kościele i jego nieustannych pretensji do dyktowania świeckiemu państwu, w którym kącie ma klęczeć. Po piątkowym pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego pojawił się kolejny – zachowanie grupy osób podczas ceremonii pogrzebowej. Nie sposób zliczyć słów potępienia. Najpoważniejsze „liberalne” media jednostronnie trąbiły właściwie tylko o tym incydencie. Praktycznie ani słowa, kim był i co robił Jaruzelski w trakcie swojej długiej kariery.


Zachowanie tych ludzi – znaleźli się tam zapewne i obecni na wszystkich uroczystościach „komuny” zawodowi krzykacze – jest godne krytyki. Ale jedno pytanie do tych, którzy widzą w nich tylko „nieokrzesaną hołotę”. Co jeśli przyszli tam i ci, których bliscy zginęli w stanie wojennym lub siedzieli w więzieniu? Którzy stracili wtedy pracę? Którzy do dziś biedują na skandalicznie niskich emeryturach czy rentach? To też kompletnie niemoralna banda? Osobiście nie odważyłbym się na taki osąd. Moralność i historia każe nam ostrożnie wyważać oceny. Inaczej sami zaczynamy zachowywać się niemoralnie. By nie powiedzieć – prostacko.

Medialna wrzawa w kwestii zachowania tej grupy ludzi przesłoniła rzecz najważniejszą. Nie chodzi nawet o to czy Jaruzelski zasługiwał na państwowy pogrzeb, lecz wiedzę, co naprawdę zrobił. Mamy skłonność sprowadzać jego życie tylko do decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Tymczasem w moim przekonaniu – opieram się też na ustaleniach historyków – decyzja ta w pewnym sensie stanowiła dopełnienie kariery, w trakcie której nagannych moralnie czynów było znacznie więcej. Rola generała po wydarzeniach 68. Jego odpowiedzialność za grudzień 1970. Zniszczenie dokumentów z posiedzeń biura politycznego w latach 80. I oczywiście odpowiedź na kluczowe pytanie – czy stan wojenny był koniecznością? Wielu historyków uznaje dziś, że to sam generał zwracał się do Rosjan, aby ci jeśli nie uda się mu samemu „zrobić porządku”, wysłali swoje wojska.

Krąży mnóstwo mitów. Wymieńmy tylko trzy. „Postać Jaruzelskiego dzieli i długo jeszcze będzie dzielić Polaków”. Tak, ale trzeba dodać, że chodzi tylko o emocje, a nie wiedzę historyczną. Podejrzewam, że większość z 57 proc. osób, które w ostatnim sondażu poparły ideę państwowego pogrzebu, wie o generale tylko tyle, że wprowadzając stan wojenny ocalił Polskę przed tragedią. To jednak wyraz emocji, a nie rzetelnej wynikającej z zachowanych dokumentów wiedzy. Trudno też nie pamiętać, że generał na całą dekadę zatrzymał rozwój gospodarczy kraju i doprowadził go do ruiny.

Mit drugi. „O zmarłych nie mówi się źle lub milczy”. Dlaczego? Jeśli masz przekonanie, że człowiek coś ci ukradł i zniszczył twoje życie, nie masz prawa głośno o nim mówić? Masz milczeć? Wszystko trawką porośnie?

Mit trzeci. „Jaruzelski dobrowolnie oddał władzę”. Może. Jednak równie uprawnione jest twierdzenie przeciwne – właśnie z powodu swojego przekonania, że ZSRR będzie istnieć wiecznie, wcale jej nie oddał, lecz chciał zachować. Rzeczywiście zrzekł się jej dopiero, gdy przez cały wschodni blok przelała się fala nieodwracalnych zmian historycznych.

Dramatem współczesnego Polaka pragnącego zrozumieć zawiłe ścieżki historii i obecnej sytuacji społeczno-politycznej jest to, że nie może odwołać się tylko do jednych mediów. Nie pojmiesz obrazu polskiego świata, jeśli czytasz tylko „Wyborczą”. Ale nie poznasz i wtedy, gdy kartkujesz jedynie „Rzepę” czy „Do Rzeczy”. To samo dotyczy TVN. Trzeba próbować poznać stanowiska obu stron. I samemu wyciągać wnioski. Atmosfera wokół pogrzebu Jaruzelskiego jeszcze bardziej uwydatnia dylemat braku obiektywności mediów.

Skupianie uwagi tylko na skandalicznym zachowaniu grupki osób przesłania sprawy o niebo poważniejsze. Obawiam się, że wrzawa ta może posłużyć dalszemu – mamy z tym procesem do czynienia od ćwierć wieku – rozmywaniu granic między dobrem a złem i przemycaniu zasady podwójnej moralności. W moim przekonaniu przykładem jest tu choćby ocena Adama Michnika, że Jaruzulski zrobił dla Polski więcej niż Kukliński. Nie rozumiem, jak można w ogóle – a przede wszystkim: po co? – porównywać te dwie postacie. Obie działały w zupełnie innych moralnych światach.

Paradoks polega na tym, że tacy światopoglądowi liberałowie jak ja, którzy nigdy nie głosowali na żadną prawicę, muszą teraz zgodzić się z niektórymi opiniami tej strony. Boli? Nie – jeśli tylko ponad własne emocje przedkładasz próbę rzetelnego zrozumienia tego, czego jesteśmy świadkami.

W wywiadzie dla „Polski The Times” jeden z najbardziej bezstronnych historyków profesor Andrzej Paczkowski stwierdził, że Jaruzelski winien zostać osądzony za to, co zrobił w PRL. Zgadzam się z nim całkowicie. Ale zgadzam się też i popieram opinię, że nikt mający sumienie nie chciał, aby starszy człowiek właśnie w więzieniu dożył swoich dni. Dlaczego jednak miał uniknąć werdyktu sądu? Jest powodem do wstydu, że przez ćwierć wieku, nie udało się zakończyć procesów generała.

I na koniec. Warszawska prokuratora zajęła się właśnie jedną z osób, które zakłócały majestat pogrzebu Jaruzelskiego. Grozi jej nawet do dwu lat więzienia. Powtarzam – nie pochwalam tego zachowania. Jednak moralność nie jest sprawą prostą, jak chciałyby popierające jedną czy drugą stronę media. Tylko kto wytłumaczy opinii publicznej, że w wypadku generała nierychliwe sądy przez 25 lat nie potrafiły nic zrobić, a teraz błyskawicznie mogą wydać wyrok skazujący tę osobę? Państwowy pogrzeb Jaruzelskiego rodzi mnóstwo problemów natury etycznej. Stawia pytanie o dobro i zło i o to, kto jest bohaterem. Ale teraz każe też zapytać o miarę winy zachowującego się niestosownie podczas pochowku człowieka i będącego przez dekady w najwyższych kręgach partyjno-państwowej władzy generała.

Czy ci, którzy w mediach zrównali z ziemią protestujących na pogrzebie, potrafią teraz uczciwie wyważyć te racje? Gdy sąd przez ćwierć stulecia! nie potrafi orzec: winny – niewinny, pozostaje tylko pamięć. Nie warto jej zabijać perorując o sprawach pobocznych. Tylko dlatego, że wymaga tego doraźny interes polityczny.
Trwa ładowanie komentarzy...