Dlaczego Palikot przegrał

Po wyborczej klęsce Janusz Palikot oświadczył, że potrzebuje kilku tygodni, aby przeanalizować jej przyczyny. Teraz mówi już o dwóch. Ale to i tak o dwa za dużo. Janusz Palikot jest filozofem. Domyślam się, iż niejedną noc zarwał zgłębiając naturę czasu. Zrozumieć ją trudno. Czas ma jednak pewną znaną wszystkim cechę – upływa i przemija.


Palikot nie ma już czasu. Chyba że jest arystokratą ducha – ci nigdy się nie śpieszą sądząc, że to raczej świat winien się do nich dostosowywać. Taka postawa ma swoje niewątpliwe zalety. Jednak z pewnością nie w polityce. Nie muszę czekać nawet dwu tygodni, by – kierując się tylko zdrowym rozsądkiem – określić przyczyny palikotowej klęski. Wymienię jeden z powodów, bo inaczej musiałbym napisać rozprawę. Moim zdaniem chodzi jednak o przyczynę absolutnie kluczową.

Piskorski, Kwiatkowski, Siwiec i Kalisz.

Sojusz Twojego Ruchu z tymi czterema politykami ostatecznie położył kres legendzie partii walczącej z systemem. Przypomnijmy, że trzej ostatni przez lata byli nie tyle działaczami, co megagwiazdami SLD. Dla wielu – zwykłymi „komuchami”. Żaden z nich zresztą – co podkreślali bardziej wnikliwi sympatycy Palikota – nie popisał się specjalną odwagą osobistą. Kalisz na przykład nie wystąpił z SLD. Czekał aż go wyrzucą. Opinii o Kwiatkowskim nie chcę nawet przytaczać. Tak samo o Siwcu. Na wiadomość o tym, że na jedynce znalazł się Piskorski, mój przyjaciel znacząco popukał się w czoło i powiedział: „Wiem, że Palikot nie wierzy w Boga. Ale ja wierzę, że to właśnie On odebrał mu rozum”. Nic dodać, nic ująć. Cała ta czwórka to kwintesencja systemu. Więcej – kwintesencja kwintesencji. Najbardziej twardy rdzeń. Starzy wyjadacze polityczni, przy których Palikot to dzieciak w kojcu. I całą tę wesołą gromadkę miał wesprzeć Aleksander Kwaśniewski – z całą sympatią dla tego polityka – kolega z piaskownicy wspomnianej trójki. Wielu uważało, że były prezydent wdał się w tę kampanię tylko po to, by zapewnić miękkie lądowanie swoim przyjaciołom. Poparcie wyrażał jednak w sposób tak absolutnie byle jaki, że chyba lepiej, gdyby w ogóle go nie udzielił. Miesiącami trwały, podsycane przez media, durne domysły: poprze nie poprze. Mieszano wyborcom w głowach. A teraz zdziwienie?

Jeśli zwykły felietonista może zdefiniować – rozumiem, że można się nie zgadzać – jedną z najważniejszych przyczyn klęski w kilka godzin, to jak szybko mogą zanalizować sytuację osławione think tanki Palikota? Mam ogromny szacunek do tego polityka za odważne przyjęcie klęski. Trzeba mieć odwagę, by się przyznać, gdy przedtem seryjnie olewało się sondaże. Lider musi emanować pewnością siebie, ale nie durnotą. Teraz jednak Palikot nie może zwlekać. Dobrze wie, że dwa tygodnie szybko zamienią się w miesiąc. Tym bardziej, że jak znam życie nie wszyscy będą zainteresowani wyjaśnianiem przyczyn klęski.

Palikot mówi, że miał fantastyczny program, fantastycznych ludzi i fantastycznego patrona. W moim przekonaniu prawdziwy jest tylko pierwszy człon tej konstatacji. To rzeczywiście program na wskroś nowoczesny. Najlepszy ze wszystkiego, co nam zaproponowano. Mnóstwo ludzi uznało jednak, że w żaden sposób nie zrealizuje go właśnie wspominana czwórka. Patron? Tak – mówię serio – fantastyczny. Ale tylko na pół gwizdka. Czyli – nieobecny. Ta koalicja zresztą w ogóle nigdy nie zaistniała w świadomości społecznej. Większość ludzi wciąż pomijała człon „Europa+”, a mówiła – Twój Ruch. Nieustannie błąd ten powtarzali też leniwi dziennikarze. Język odbija nasze nastroje i nawyki. Nie ma jednak powodu, jak czyni teraz Palikot, panikować i znowu zmieniać nazwę. Wystarczy usunąć pierwszy człon i wziąć się do roboty. Może paradoksalnie Palikot ma szczęście mówiąc, że jego program wyprzedził inne o dekadę. Bo trudno przypuszczać, by za dziesięć lat wspomniana czwórka znowu nadawała ton kampanii partii, z którą w rzeczywistości nigdy nie miała nic wspólnego. Oprócz eurowyborów.

Uśmiałem się kiedyś setnie, gdy w jednym z wywiadów Janusz Palikot niezwykle trafnie mówił, że arcybiskup Michalik to zahibernowana ryba, która gdy tylko lód stopniał, rzuca się teraz rozpaczliwie w różne strony, bo nie kuma świata, w którym się obudziła. Warto jednak, aby uważał, bo za chwilę sam może okazać się równie dziwnym przedpotopowym bytem.

Filozof winien wiedzieć, że im mniej ma się czasu, tym bardziej warto się z nim liczyć. Przez dwa tygodnie przeciętny analityk napisze Palikotowi książkę na temat przyczyn jego porażki.

Taki lajf – jak mówi młoda ulica. A może być – niestety – jeszcze gorszy. Gdy filozof lekceważy kwestię czasu, traci polityk. Gdy polityk traci resztę zaufania, zyskuje filozof. Mimo wszystko jednak wolę, by Janusz Palikot pozostał politykiem. Jest bardzo potrzebny. Zdolniejszych od niego filozofów mamy bez liku.
Trwa ładowanie komentarzy...