Lumpenpolityka i lumpenmedia

Jak pewnie wielu innych z utęsknieniem czekałem na ciszę wyborczą. W eurowyborach nie miałem swojego idealnego kandydata. Od lat nie mam żadnych złudzeń. Po prostu wybrałem tego, który najmniej uwierał moje herbertowskie „chrząstki sumienia”. Czynię tak od dawna. Wybieram świetnie zdając sobie sprawę, że wybór mniejszego zła nie jest dobrem. Nie stosujmy prostackich racjonalizacji – zło pozostaje złem. Nawet – jeśli trochę mniejszym.


Publicysta „Newsweeka” Piotr Bratkowski pisał niedawno o „lumpenwydarzeniach”. To „rzeczy, o których wszyscy mówią, ale które de facto zamykają dyskusję, bo nic za sobą nie niosą”. Jego zdaniem w taką stronę zmierza też czasem rozważana w mediach polityka. Setki razy słyszymy te same bzdury.

Sądzę, że do tego niezwykle trafnie opisującego naszą rzeczywistość terminu należałoby dodać dwa następne – lumpenpolityka i lumpenmedia. Bo to właśnie na ich styku powstaje polityczne lumpenwydarzenie. Lumpenpolityka to polityka absolutnie tandetna i prostacka. Polityka cwaniactwa i kompletnie pustych treści. Obraża ona naszą inteligencję i poczucie przyzwoitości. Nic nie wnosi do naszego rozumienia rzeczywistości społecznej. Nieustannie karmiące nas taką polityką media stają się właśnie lumpenmediami. Jej przykładem jest wyborczy wyjazd premiera do Watykanu. Pierwszy pielgrzym III RP nie wspomniał tam jednak o wydaniu nam pierwszego pedofila Józefa Wesołowskiego. I niech nikt nie mówi, że szef rządu taki religijny. Jest nim też, o czym już pisałem, jawnie cyniczne wystawienie na jedynce listy PO w Lublinie Michała Kamińskiego. Ciekawe, co w zamian za tę przysługę, ten znany moralista wyszeptał na ucho premierowi o kampaniach PiS? W tym nurcie skrajnego cynizmu i prostackiego cwaniactwa mieści się też spotkanie Piechocińskiego z Rydzykiem.

Taką samą lumpenpolitykę nieustannie uprawia Jarosław Kaczyński. To polityk wyrachowany i zimny jak lód. Dla zdobycia władzy zrobi wszystko – zawrze pakt z każdym diabłem. Setny raz na chwilę zmieni swój wizerunek. Założy sweterek. Będziemy o tej Wielkiej Metamorfozie słyszeć w mediach setki razy. I nawet – o dziwo – przez chwilę się uśmiechnie. Cel jest jeden – nabrać możliwie najwięcej wyborców. Pomyślcie tylko jak za chwilę zblatuje się z Korwinem. Brrr.

Lumpenpolityka to polityka wypranej z elementarnej moralności czystej pragmatyki. Szczyt cynizmu w walce o jedno – władzę. Trzeba naprawdę mieć wszystkich za kompletnych durniów, by cynizm nazywać posłannictwem. Klęcznik czy konfesjonał uznawać za równoprawne narzędzie walki wyborczej, a zwykłą korupcję polityczną – za akt odwagi i przykład metamorfozy moralnej.

Jeśli lumpenpolitykę uprawiają najważniejsi gracze, to co powiedzieć o płotkach? O niemal wszystkich bohaterach eurowyborów? Co powiedzieć o prymitywnych i przaśnych – może oprócz usiłujących grać z inteligencją widza „niemych” spotów Palikota – klipach czy wypowiedziach wyborczych, z których media robiły właśnie lumpenwydarzenia? O powtarzanych w nieskończoność durnotach? O nibyrozmowach na nibytematy? Tak właśnie powstaje nibykultura. Nie tylko zresztą polityczna.

Skończyła się cisza wyborcza. Jednak już wczoraj wieczorem zastąpił ją zwykły wrzask. Po ciszy nawet szmer liści wydaje się grzmotem. Znowu zaczyna się traktowanie nas jak cymbałów. Przegrani będą przekonywać, że w gruncie rzeczy odnieśli moralne zwycięstwo. No, może przez chwilę pomyślą też nad przyczynami porażki. Wygrani z fałszywą skromnością podziękują Bogu, rodzinie i partii. Jednak nie dajmy się nabrać. Już zaczęła się bijatyka. Ciągną hufce politycznych harcowników.

A mnie się marzy, żeby cisza wyborcza trwała w nieskończoność. Żeby wpisano ją do konstytucji. Chociaż rok obowiązkowej ciszy. Bez lumpenpolityków i lumpenmediów do znudzenia powtarzających każdy rzucony w eter banał. O kandydacie, na którego można głosować bez wyrzutów sumienia, już nawet nie wspomnę. Po co się łudzić. „Zwycięstwo? Kto mówi o zwycięstwach? Przetrwać – to wszystko” – pisał Rainer Maria Rilke. Byle do następnych wyborów.
Trwa ładowanie komentarzy...